Gilda „Dzieci popiołu” – Rafała Zduńskiego

Sława! 

Przed Wami kolejny tekst stworzony przez fanów do naszej gry. Poniżej zamieszczamy wprowadzenie do opisu gildy „Dzieci popiołu”, którą opracował Rafał Zduński w ramach konkursu „Twoja gilda w podręczniku”. Zapraszamy gorąco do lektury i gratulujemy zwycięzcy!

To pierwsza część tekstu, druga pojawi się już w podręczniku wraz z objaśnieniem pewnych tajemnic tylko dla MG!

Ilustrację wykonał: Damian Frankowski 

O królu Popielu i myszach – historia prawdziwa

Błyskawica rozjaśniła niebo. Na chwilę przegoniła zapadający zmrok, by wraz z siłą gromu przypomnieć śmiertelnikom, że bogi są niepocieszone. Stary Brosław, mimo iż bardzo utrudzony, nie mógł spocząć. Poziom Rodanu, rzeki nazywanej również Rodzącą Plony, opadł i odkrył ołtarzyk ofiarny dla Juturny, Pani Źródła. To był ten dzień, w którym nie zważając na nic, musiał złożyć nowe dary. Ołtarz był otwartą skrzynką przymocowaną do palików na środku rzeki, a zbudowanym jeszcze za młodości jego pradziada. Od tamtych czasów opieka nad ołtarzykiem przechodziła z ojca na syna wraz z gospodarstwem i warsztatem szkutniczym. Nie powinien już Brosław się tym trapić, wszak syna odchował, lecz przewrotny los sprawił, że jedynak jego i dziedzic znalazł się w niewłaściwym czasie, o niewłaściwej porze. Szczęście w nieszczęściu, że dwójkę synów po sobie zostawił i rodzinna tradycja podtrzymana zostanie.

– Ech, takem się cieszyli – rzekł do siebie stary szkutnik.

– Łódź my mielim dla samego Popiela budować.
Żal mu serce ścisnęło na ostatnie wspomnienie syna wyruszającego przed oblicze pana tych włości. To miało być zlecenie, po którym nie musieliby już tak ciężko pracować, zostaliby zamożną rodziną, bo król znany był z dobrego serca i sowicie wynagradzał za trudy i solidnie wykonaną pracę. Stało się inaczej. Syn nie wrócił, był na Mysiej Wieży w momencie, w którym nastąpił podstępny atak. Kolejna błyskawica rozjaśniła niebo.

– Trza dary złożyć i do chałupy czym prędzej wracać. To będzie dobry wieczór na opowieść – uśmiechnął się ponuro Brosław i ruszył trzeszczącym pomostem do łodzi przywiązanej na jego końcu.

– Dalej wnęki, siadać przy ogniu, będzie bajanie. Harmider w izbie zrobił się straszny na słowa starego Brosława, gdy wnuki rzuciły się w stronę paleniska, przerywając wykonywane czynności. Musiały być szybkie, by dziadek nie czekał zbyt długo. Bo się rozmyśli i zniechęci do plecenia opowieści.
– Opowiem Wam o pewnej dziewczynce, którą spotkała straszna tragedia. Gdy miałem 40 wiosen, ona przyszła na ten ziemski padół. Święto wielkie ojciec jej urządził. Zabaw i radości nie było końca, wszyscy Goplanie świętowali. Po kilku latach rodzice dla bezpieczeństwa wywieźli ją obawiając się klątwy, nie pytajcie, bo nie wiem jakiej, ani nie wiem, gdzie ją ukryli. Gdy przestała być już dziewczynką, a stała się kobietą, wróciła na włości ojca i zastała ruinę. Dom, w którym wraz z braćmi spędziła dzieciństwo, rozebrano do samych fundamentów. Wierzby i grusze ścięto, trzodę wyrżnięto, a studnie zasypano gruzem. Potęga Popiela przeminęła i jedyne, co zostało i świadczyło o minionych latach, mieściło się na Półwyspie Rzępowskim jeziora Gopło w Wiecznych Łęgach. Była to ruina, przez jej byłych poddanych nazywana Mysią Wieżą. To tu kilka lat temu dokonała się tragedia. W tej wieży schroniła się matka i ojciec Damroki, w tym miejscu Ryksa i Popiel wraz z najwierniejszymi sługami zostali napadnięci przez druida Ostrogniewa, zabici, a i powiadają, że zjedzeni żywcem przez tysiące myszy, które nasłał na wieże sam Ostrogniew.

Za złe występki? Za otrucie członków rodziny? Za bycie despotami? Któż tak nie czynił tych czasów? Żaden z tych powodów. Nie ulegli Ostrogniewowi, nie przyjęli jego nauczań i zginęli, tego była pewna Damroka. Usiadła przed ruiną Mysiej Wieży i zapłakała nad losem swych bliskich, nad dniem wczorajszym, dniem dzisiejszym i gdy pierwsza kropla łzy zaczęła spływać po policzkach nad dniem jutrzejszym, na kamieniu naprzeciw Damroki usiadł ptaszek i pięknie zaczął ćwierkać. Przez zapłakane oczy nie widziała wiele, więc połaciom sukni wytarła łzy. Gdy znów spojrzała przed siebie, na kamieniu zamiast ptaka siedziała młoda kobieta plotąc wianek z rumianku.

–  Jam jest Świębora, czyli ta, która podejmuje walkę. Nie lękaj się i nie smutaj nad jutrem Damroko. Przysyła mnie Tuisto, bóg wśród Goplan znany jako W Dwóch Postaciach. Przybywam, by Ci pomóc. Wśród tego ludu są i Ci, którym dobrze wiodło się za panowania Popiela. Zebrać ich musimy niczym plon dojrzały. Razem z błogosławieństwem Tuisto dokonamy tego, co jest ponad wyobrażenie. Wrócimy do życia Ryksę i Popiela, a rządy ich będą wieczne i sprawiedliwe. Uwięzimy Ostrogniewa, by zadać mu katusze ciała i duszy.

I zawarła pakt Damroka ze Święborą, a tym samym z upadłym bogiem starożytnych Gotów, z Tuisto. Z tym, o którym prawią, że jest kobietą i mężczyzną jednocześnie.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *